Przykazania, etyka a pogaństwo

 

Teksty Vikinga zainspirowały mnie do zajęcia, a właściwie wyrażenia, własnego stanowiska. Własnego, bo nie wypowiadam się w imieniu hellenistów.

Pierwsza kwestia, to przykazania. Jako poganie z dumą podkreślamy, że w naszej religii nie ma przykazań. No właśnie, ale właściwie co złego jest w przykazaniach? Przecież dla większości ludzi są one jednoznacznymi wytycznymi, którymi można się kierować w życiu, a zatem znacznym ułatwieniem. Oczywiście, lepiej jest kierować się własnym rozumem, ale nie oszukujmy się, większość ludzi nie jest (i dobrze) filozofami.

Sądzę, że trzeba tu rozpatrzyć trzy zupełnie różne kwestie. Samą formę „przykazania”, ich źródło, oraz treść.

Forma, jaką w tym wypadku przyjmuje norma moralna, czyli właśnie „przykazanie”, odrzucana jest przede wszystkim dlatego, że pochodzi z zewnątrz, czy jak mówił Kant, są to normy heteronomiczne, podczas gdy jedyna etyka godna człowieka to etyka autonomiczna. Oznaczałoby to, że w „przykazaniu” jako takim nie ma nic złego, pod warunkiem, że to my sami jesteśmy jego autorami, ich źródłem. W judeochrześcijańskich przykazaniach największym problemem jest więc ich pochodzenie: fakt, że zostały, jak wierzą, podyktowane przez samego najwyższego Boga. A że jest to też Bóg jedyny, to czyni z nich zasady absolutne, obowiązujące zawsze i wszędzie. Z Bogiem nie można dyskutować, jego słowa nie można zmienić, zwłaszcza, że zostały spisane w kanonicznych księgach. Oczywiście – w przypadku katolików – przykazań jest tylko dziesięć, a sytuacji w życiu nieskończona liczba. Oczywiście Kościół nie może stwierdzić, że pewnych sytuacji Bóg nie przewidział, stąd trzeba wykazać, że wszystkie wątpliwe sytuacje można pod te przykazania podciągnąć. To daje oczywiście niewyobrażalną władzę funkcjonariuszom Kościoła, którzy teoretycznie sami niczego nie wymyślają, ale tylko wysnuwają nieuniknione konsekwencje.

Nie mamy ani nieomylnego Kościoła, ani nieomylnej księgi świętej, w której by były sformułowane jakieś jednoznaczne zalecenia. Dlatego, co oczywiste, żadnych tego typu przykazań nie może być w pogaństwie. No właśnie…, „tego typu”, co nie oznacza, że „przykazań” być nie może w ogóle. Starożytni sformułowali np. maksymy delfickie czy złote wersety Pitagorasa. A jednak przykazania te mają zupełnie inne źródło – nikt nie twierdzi, że zasady te podyktował jakiś Bóg, albo jego prorok. Były one rezultatem gromadzenia doświadczeń całych ludów czy szkół filozoficznych. Zarówno tradycja, jak i wysiłek rozumowy są lepszymi przewodnikami w życiu, niż objawienia jakiegoś nawiedzonego proroka, który w dodatku uważa, że przemawia przez niego sam jedyny Bóg. Sama tradycja nie wystarczy, gdyż czasy się zmieniają i nasza znajomość rzeczywistości wzrasta, co powinno mieć przełożenie na normy etyczne. Dawni Rzymianie nie widzieli niczego złego w zabijaniu nowonarodzonych dzieci, zwłaszcza dziewczynek. Traktowali to jako metodę kontroli populacji. Czy my powinniśmy ich naśladować? No właśnie, pora przejść do trzeciej kwestii, czyli kwestii treści zasad, którym winniśmy być wierni.

Jeśli zgodzimy się, że zasady moralne podlegają z jednej strony racjonalnej dyskusji, z drugiej jednak dyskusja powinna zmierzać do jakichś ustaleń, pozwolę sobie zająć stanowisko w kwestiach podjętych przez Vikinga.

W kwestii eutanazji, zasadniczo się z Vikingiem zgadzam. Tyrania lekarzy, którzy korzystając  z osiągnięć współczesnej medycyny potrafią utrzymać przy życiu coraz nędzniejsze szczątki człowieka jest nie do przyjęcia. Wynika to moim zdaniem z traktowania życia, jako procesu fizyko-chemicznego. Oczywiście, życie jest tym wszystkim, ale jest też czymś więcej. Odżywiamy się, spalamy spożyty pokarm etc. nie po to tylko, aby się odżywiać, ale aby coś w życiu robić. Osoba, która nigdy nic już nie będzie mogła zrobić w swym życiu, winna mieć prawo godnie umrzeć. Godnie – to znaczy umrzeć jak człowiek, a nie jak element aparatury. Sądzę, że podobnie ludzie starzy, którzy uważają, że dokonali już w życiu wszystkiego, przekazali swoim potomkom wszystko, co mogli, mają prawo zakończyć życie. Uważam jednak, że eutanazje nie powinna należeć do lekarzy, których zasadniczym powołaniem jest ochrona życia. Skoro niemal totalnie sparaliżowany Stephen Hawking potrafi pisać książki i wygłaszać wykłady, skoro są już urządzenia, dzięki którym można samą myślą sterować kursorem po ekranie, to nie powinno być problemem skonstruowanie urządzenia, dzięki któremu nawet sparaliżowane osoby mogłyby dokonać tego aktu.  A co z osobami w stanie wegetatywnym? Tutaj decyzja musi należeć do rodziny. Sądzę jednak, że również koszty podtrzymywania życia osób nie rokujących wyzdrowienia, powinny być przez rodziny pokrywany, zwłaszcza w sytuacji, gdy brakuje środków na ratowanie życia.

Co do aborcji, pozwolę sobie nieco się z Vikingiem różnić. Są tu zasadniczo dwie kwestie, które katolicy niestety ze sobą łączą. Po pierwsze, czym jest sama aborcja. Jest oczywiście zabiciem płodu, ale istotne jest to, czym/kim jest ów płód. Zwolennicy „prawa do aborcji” twierdzą, iż nie jest to jeszcze człowiek, wiec nie ma sprawy. Otwiera się jednak pytanie, od którego momentu można mówić o człowieku? Katolicy przywołują tu pojęcie duszy, którego osobiście nie podzielam. Przemawiają do mnie wyłącznie argumenty oparte na nauce. Z punktu widzenia biologii nie widzę innego momentu, który jakościowo, a nie jedynie ilościowo stwarza różnicę niż moment zapłodnienia. Aborcja jest dla mnie więc dzieciobójstwem, i tu się z katolikami zgadzam. Oczywiście sama natura dokonuje jej na całkiem sporej liczbie zapłodnionych komórek jajowych, co oczywiście niczego nie zmienia, podobnie jak fakt, że całkiem sporo ludzi ginie w katastrofach, nie oznacza, że wolno ludzi zabijać. A jednak, nie zgadzam się z katolikami w kwestii, iż zabójstwo zawsze i wszędzie jest niemoralne. Są sytuacje, gdy pozbawienie życia drugiego człowieka jest nie tylko dopuszczalne, ale i obowiązkiem (np. w obronie własnej, własnej rodziny czy kraju). Czy dotyczy to aborcji? Sądzę, że są takie sytuacje i są one ujęte w obecnej ustawie.

Sądzę, że największym nadużyciem pro-aborcyjnych feministek jest naświetlanie tej sprawy tylko z punktu widzenia kobiety. Miały by one nieco racji, gdyby homo sapiens rozmnażał się na drodze dzieworództwa (jak w Seksmisji), póki co jednak, zazwyczaj ciąża jest rezultatem podjęcia wspólnych czynności przez dwoje ludzi. Mężczyzna również powinien ponosić konsekwencje swych czynów, jest to sprawa honoru. Tymczasem feministki, twierdząc, że to sprawa kobiety, właśnie na kobiety zrzucają całą odpowiedzialność. Ale to nie jest sprawa tylko tych dwojga – o czym często zapominają katolicy, to sprawa również społeczeństwa. W kraju, gdzie obowiązuje publiczna służba zdrowia, to społeczeństwo będzie ponosić koszty urodzenia dziecka w wysokim stopniu niepełnosprawnego. Chodzi nie tylko o koszty bezpośrednie, ale również o aktywność rodziców, która mogłaby być poświęcona czemuś innemu. Wiem, że słowa moje brzmią twardo, ale takie są realia. Płodzenie dzieci nie jest wyłącznie sprawą radośnie uprawiających seks – konsekwencje dotyczyć będą wielu innych ludzi. Konsekwencje te dotyczyć będą również braku dzieci.

Tym sposobem płynnie przechodzimy do problemu antykoncepcji. Sama antykoncepcja nie czyni nikomu krzywdy. Pozostaje jednak wymiar społeczny. Kryzys demograficzny jaki ogarnął kraje Europy Zachodniej otwiera je na podbój islamu. W tym kontekście posiadanie dzieci nie jest kwestią etyki indywidualnej, a społecznej. Antykoncepcja więc – moim zdaniem – nie może być metodą służącą zapobieganiu posiadania dzieci, a jedynie odraczaniu go, do czasu najbardziej sprzyjających okoliczności.

Co najważniejsze. Bycie poganinem, nie oznacza, że wszystko nam wolno, że nie obowiązują żadne reguły. Odrzucenie chrześcijaństwa nie może oznaczać, odrzucenia etyki. Bogowie dają nam wolność, ale dają też rozum, który winien wytyczać nasze szlaki.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (2)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (0)

Tags: , , ,

2 komentarze to "Przykazania, etyka a pogaństwo"

  1. Avatar Pacal_II pisze:

    Co do Aborcji to warto też dodać, że w oryginalnej przysiędze Hippokratesa (tej odwołującej się do Apollina i Asklepiosa) jest wzmianka o tym, żeby lekarz nie dokonywał aborcji.

  2. Zaratustra Zaratustra pisze:

    Zgadza się, dodałem tekst przysięgi do pantheionu http://pantheion.pl/?art=Przysiega_Hipokratesa
    Choć z drugiej strony trzeba pamiętać, że praktyka, zwłaszcza w Imperium Rzymskim była odmienna. Spotkałem się nawet z twierdzeniem, że była to jednak z przyczyn osłabienia a ostatecznie upadku Cesarstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pogańska teologia, filozofia, kultura

Strona korzysta z ciasteczek (cookies)! Wiećej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij