O egregorach lekcja ósma – polemiczna

Zawędrowałem niedawno na strony Centrum Terapii Uzależnień Duchowych Jana Suligi, a w jego ramach na „kurs wiedzy o egregorach” w lekcjach siedmiu. Termin „egregor” pojawia się czasem w dyskursach okołopogańskich, gdyż odwołuje się do pewnej teorii teologicznej dotyczącej natury bogów. Teoria ta jest wyjątkowo kompetentnie i dość spójnie wyjaśniona w ramach owych siedmiu lekcji. Mówiąc w skrócie, egregor to istota, a w zasadzie konglomerat istot (stąd autor mówi tu o „osobowości mnogiej”), która „przejawia się” w pewnej postaci, posiada pewne cechy charakteru, ale w gruncie rzeczy pragnie tylko jednego: ludzkiej energii. Jest to więc pewien rodzaj niematerialnego wampira. Energii pragnie ona, aby zaistnieć w świecie realnym, pochodzi bowiem z „królestwa niebytu” i stąd ludzie zamieszkujący „królestwo bytu” stanowią dla niej łakome kąski (owce do strzyżenia, krowy dojne a ostatecznie i rzeźne). Egregory swą kontrolę najłatwiej zdobywają nad osobami uwrażliwionymi duchowo, „wyczulonymi na astral”, skłonnymi do mistycyzmu. Potrafią jednak manifestować się całkiem „fizycznie”, można powiedzieć quasi-materialnie, np. w postaci stygmatów (nie tylko świętych katolickich, ale i hinduistycznych) czy objawień maryjnych, także grupowych, jak w przypadku Lourdes, Fatimy, lub indywidualnych, jak Faustyny Kowalskiej ale też i opętań demonicznych . Choć egregory szczególnie chętnie przybierają maskę zjawisk nadprzyrodzonych nie wszystkie takie zjawiska są domeną egregorów. Autor nie twierdzi również, że wszelkie zaangażowanie duchowe prowadzi do uzależnienia od tych istot. Jeśli o jakiejś ścieżce duchowej wyraża się pozytywnie, to w zasadzie wyłącznie o koncentracji na jedynym, prawdziwym Bogu. Aby była jasność, również Bóg hebrajski może stać się „ubraniem” dla egregorów, a Jezus staje się nim dosyć często, a w zasadzie jest nim z istoty. Zdaniem Suligi bowiem ziemski Jezus z Nazaretu po prostu dał się opętać duchowi pradawnego egregora, wschodniego bóstwa wegetacyjnego. Prawdziwy Bóg tymczasem, według Suligi, jest absolutnie pozbawiony jakiegokolwiek kształtu, również pojęciowego, jedyna droga do niego to praktyka apofatyczna i teologia negatywna. Gdy zapominamy o drugim przykazaniu, rozciągniętym również na warstwę pojęciową, grozi nam właśnie zniewolenie przez egregora.

 Jak wspomniałem teorię tę Suliga przedstawia przekonująco. Nie pisałbym o tym, gdybym nie dostrzegał w jego wywodach elementów słusznych, i to na podstawie własnych doświadczeń zdobytych na dość powikłanej, przyznaję, drodze moich duchowych poszukiwań. W przeciwieństwie do większości politeistów, którzy do pogaństwa przeszli bezpośrednio z ateizmu, nie odrzucam a priori zjawisk nadprzyrodzonych, nawet, jeśli nie zawsze przyznawałbym im realność zewnętrzną, inną niż psychiczna. W każdym razie wiele z tego, co opisuje Suliga nie budzi we mnie zdziwienia i frontalnego odrzucenia. Sądzę, że opisuje on pewne realne zjawiska, które nie tak rzadko przydarzają się ludziom zaangażowanym w praktyki duchowe, a szczególnie w praktyki okultne, newageowe i mistycyzm. Ta konstrukcja pojęciowa dość dobrze przystaje do rzeczywistości. Ale „dość” to czasem za mało.

Nie musze chyba podkreślać, jak dalece teoria ta, w swych założeniach, wroga jest politeizmowi. Nie wiem, czy jakiegoś poganina jest w stanie na tyle przerazić, by porzucił swą wiarę, ale osoby wahające się, „z pogranicza”, mogą być nią poruszone. O ile na chrześcijańskie złorzeczenia, zasadzające się na utożsamienie bogów z demonami są oni uodpornieni, to opinia znanego ezoteryka o bogatej biografii poszukiwań duchowych może wywrzeć wrażenie, zwłaszcza, że momentami mocno uderza w chrześcijaństwo (w zasadzie wszystkim religiom dostaje się tu niemal po równo).

Jako człowiekowi trenowanemu w myśleniu krytycznym, przez całą lekturę towarzyszyło mi jedno zasadnicze pytanie: a skąd pan, panie Suliga, to wszystko wie? Na przykład o budowie wewnętrznej egregorów, różnych tam subtelnych warstwach świetlistych energii etc. Narracja utrzymana jest bowiem w tonie prezentacji wiedzy, po prostu wiedzy. Sam zresztą autor przyznaje się do belferskiego zacięcia. W rezultacie można odnieść wrażenie, że autor spogląda na wszystkie tradycje z góry, osiągnął taki poziom duchowego wglądu, że jawią mu się one jako matrixy więżące biednych naiwniaków. Tym ważniejsze jest dostrzeżenie, w ramach jakiego matrixa funkcjonuje pan Suliga. Jedyne odwołania do źródeł zewnętrznych pojawiają się na początku, acz dotyczą tylko samego terminu egregor – wskazują one na Stary Testament i angielskiego okultystę Johna Dee. I już jesteśmy prawie „w domu”. Od okultyzmu do ST prowadzi bowiem droga krótsza, niż to sobie uświadamia większość katolików. Ta droga to kabała, żydowska doktryna mistyczno-magiczna będąca jednym z najważniejszych źródeł zachodniego okultyzmu. Faktycznie, okazuje się, że pan Suliga jest ekspertem kabały. Uświadomienie sobie tego, pozwala wyjaśnić pewne wątpliwości (a raczej wskazać ich źródła), które pojawiają się w trakcie lektury. Na przykład w jakim sensie można mówić o egregorach jako mieszkańcach królestwa „niebytu”, w istocie nieistniejących? Jak zatem można omawiać istotę istot, które nie istnieją, jako np. „osobowość mnogą” łaknąca energii? Wszak byt jest, a niebytu po prostu nie ma. Ale to twierdził Parmenides. Sam Suliga, zagadnięty w komentarzu, nie potrafił tego wyjaśnić. Nic dziwnego. Stary Testament nie był ograniczony rygorami greckiej czy zdroworozsądkowej logiki i potrafił z jednej strony twierdzić, że „bogowie pogan są nicością” (Ps 96:5), a z drugiej strony przed nimi ostrzegać i pod groźbą śmierci zakazywać z nimi wszelkich kontaktów.

Cała koncepcja egregorów przepojona jest judaistyczną doktryną, opiera się na jej teorii bóstwa i w gruncie rzeczy stanowi rozbudowane uzasadnienie  zasadności pierwszych trzech przykazań dekalogu. W lekcji piątej Suliga wskazuje więc, jako na właściwości tych istot, właśnie te cechy, które odróżniają bogów politeizmu od monoteistycznego: posiadanie postaci, charakteru. Posiadają one jeszcze jedną właściwość – ducha, a jest to duch Asura (czyli najbardziej niszczycielskiego demona).

 W teorii tej mamy połączone trzy elementy: opis właściwości charakterystycznych (postać i charakter), opis fukcjonowania (wampiryzm) i teoria wiążąca jedno z drugim (łaknienie energii spowodowane własną „nicością”). Wszystko pięknie, tylko jeśli odrzucimy monoteistyczne okulary, poszczególne elementy nie muszą się ze sobą wiązać w sposób jednoznaczny. Twierdzę, że posiadanie postaci i charakteru nie jest wyłącznym znamieniem egregorów (pierwszym wyjątkiem są choćby i sami ludzie), że nie trzeba mieć postaci, by posiadać właściwości wampiryczne (co zresztą Suliga na marginesie przyznaje, zaliczając do egregorów buddyjskie pojęcie pustki, którą również można być opętanym).

Zgadzam się, że istnieją wampiryczne istoty bogopodobne. Najbardziej oczywistym kandydatem jest tu Jahwe. Odkąd Żydzi zawiązali z nim przymierze, po ich plecach przechodziły kolejne armie, królestwo się rozpadało, a oni sami co rusz brani byli w niewolę czy szli na wygnanie, o holokauście nie wspominając. Prorocy żydowscy  odpowiedzieliby, że to dlatego, że Żydzi oddalili się od „czystego” pojęcia Jahwe, że popadli w „bałwochwalstwo”. Proponuję zatem eksperyment myślowy: a gdyby tak Żydzi jako naród stali się/pozostali narodem faktycznie pogańskim? Gdyby ich Jahwe był tylko jednym z wielu bóstw? Sądzę, że po pierwsze ich ekspansja w Kannanie musiałaby mieć zupełnie inny przebieg. Biblia, fałszywie z punktu widzenia historii, przedstawia ten proces jako tryumfalny militarny podbój z wyżynaniem całych miast, podczas gdy w istocie było to raczej stopniowe zasiedlanie, a może nawet przymusowa konwersja na jahwizm narzucona przez jedno z lokalnych stronnictw. Niezależnie od tego jak to przebiegało, jeśli jahwizm byłby religią politeistyczną rezultatem jego ekspansji byłaby znacznie bardziej zróżnicowana kultura, twór polityczny zawierający w sobie większy pluralizm, a stąd napięcia, a stąd dynamizm. Monoteizm tymczasem nie tylko izolował Żydów kulturowo (usiłował izolować), ale też politycznie pozbawiał szans na rozwój, który polega wszak nie tyle na tym, by innych wyrżnąć albo nawrócić, ale by się z innymi (zwykle drogą podboju lub bycia podbitym) zintegrować. O tym, że egregorem jest Chrystus pisze sam Suliga, i pod tym, na podstawie własnych doświadczeń, w pełni się podpisuję. Dodać można szereg świadectw świętych i nawiedzonych, jak Faustyny, Teresy z Kalkuty i różnych innych pomniejszych Józef Menendez.

Jak to się ma jednak do pogaństwa, politeizmu greckiego, który interesuje mnie przede wszystkim? Otóż nijak (z drobnymi wyjątkami, o których potem). Przede wszystkim, ujmując egregory od strony skutków ich działalności, to jest to zawsze prowadzenie człowieka do zniewolenia, do śmierci, aż do śmierci samobójczej czy męczeńskiej włącznie. Jest to niszczenie ludzkiej duszy, jej wrodzonych właściwości, po to, by ich miejsce zajęły właściwości egregora. Jeśli chodzi o metodę, to wedle nauk pana Suligi, egregory przede wszystkim odrywają ludzi od tego świata, od realności, oferując „inne” (iluzyjne) światy, życie pośmiertne, w kolejne wcielenia, nieziemskie moce itp.

Tymczasem Jaśniejący działają dokładnie odwrotnie! Ich sposobem i miejscem działania są własne moce ludzkiej natury, to dzięki odwadze wojownika, bogowie mogą użyczać mu swojej mocy i niejako, w tych torach, działać poprzez niego. Bogowie są bogami tego świata, jego naszymi wspłmieszkańcami. Są wyrazem boskości tego świata, dlatego żywa religia helleńska nie potrzebuje, jak wskazał Walter F. Otto żadnego mistycyzmu. Bogowie Homera nie obiecywali lepszego życia, ale konkretnych skutków w tym życiu, a po śmierci sławy wśród potomnych (a zresztą, czy w ogóle coś obiecywali? Po prostu, robili swoje, co czasem i ludziom wychodziło na dobre). Droga hellenisty to droga stawania się tym, kim się jest, we współpracy z bogami, rozwijania własnych, unikalnych zdolności i w tym zakresie stawania się miejscem, gdzie poszczególni bogowie mogą się wyrazić. W przeciwieństwie do egregorów bogowie nie są zazdrośni o wyznawców, bo w istocie niczego od nich nie potrzebują. Bogowie są, i będą trwali nawet, gdy przeminą ludzie. Widać to doskonale w naszej europejskiej historii: mimo wieków formalnego wygnania i prześladowań, bogowie co rusz wypływali, nawet pod pędzlem katolickich malarzy czy piórem pobożnych poetów. Co też istotne, choć Grecja miała Eleusis, misterium, które Suliga z pewnością zaliczyłby do typowych manifestacji egregora, to trudno dostrzec, w tym wypadku typowe negatywne skutki właściwe „zasysaniu energii”. Grek doświadczał misterium, zyskiwał absolutną pewność życia pośmiertnego i wracał do swoich zajęć.

Tak przynajmniej, moim zdaniem powinno to wyglądać. W pewnym momencie jednak, jak wiemy, politeizm grecko-rzymski owładnięty został tendencjami sprzecznymi z tą postawą. Pojawiło się skupienie na indywidualnym, pośmiertnym zbawieniu, praktyki ascetyczne, aż do samookaleczenia. Poszukiwanie doznań mistycznych. Wszystko to zaczęło napływać ze wschodu, czy to jako kulty nowych bóstw, a zwłaszcza bogiń, ale też jako prąd intelektualny orficko-pitagorejsko-platoński. Główny nurt religijny, zarówno w Grecji jak i Rzymie stawiał mu zbyt słaby opór. Odpowiedź na pytanie o przyczyny, jest zbyt ważna, by ją tutaj wciskać, w ramy niewielkiego tekstu.

Niewątpliwie najgorszym postchrześcijańskim skażeniem, jakie może dotknąć hellenizm jest przekonanie, że bogowie egzystują „gdzieś tam”, w jakimś „czystym, wspaniałym świecie”, który unosi się nad „tym, zepsutym”. Nie, moi drodzy: bogowie są tu i teraz, przejawiają się w Tobie i we mnie, w komputerze, musze na ekranie monitora i kwiecie w doniczce. Nie jest to jakieś ekstatyczne „pozaczasowe” teraz i nieumiejscowione „tutaj”, ale w każdej konkretnej chwili i w każdym konkretnym miejscu. Nie potrzeba wglądów mistycznych, by to dojrzeć.

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (10)
  • Świetny (4)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (1)
  • Beznadziejny (0)

Tags: , , , ,

9 komentarzy to "O egregorach lekcja ósma – polemiczna"

  1. Avatar Hrefna pisze:

    Autor krytykowanego tekstu nie bierze pod uwagę jednego – a podstawowego – że egregor, z definicji jest wytworem ludzkim. Tworem zbiorowego umysłu. I dlatego właśnie, by mógł zachować pewną niezależność od swoich twórców, potrzebuje (i poszukuje) kultu i czci, które utrzymują go w istnieniu i nadają niezależność.

    Bogowie natomiast, niebędący ludzkim tworem znakomicie poradziliby sobie bez wyznawców i nie potrzebują o nich w żaden sposób zabiegać…

    • Rutilius Rutilius pisze:

      Nie tylko poradziliby sobie, ale faktycznie sobie poradzili! Nawet bez formalnego kultu inspirowali i inspirują nasza cywilizację.

  2. Avatar 123 pisze:

    być może egregory są błędem postrzegania umysłu; umysł, który zna całość i w niej przebywa, jest wolny od negatywizmu

  3. Avatar 123 pisze:

    na pewno tego nie wie umysł, który nie zna całości; znać całość to w niej przebywać

  4. Rutilius Rutilius pisze:

    Bez wyjaśnienia, co się rozumie przez calość, znajomość całości i trwanie w całości to jest tylko poezja, prawdziwa albo bzdurna, w zależności od interpretacji. Pobrzmiewa to buddyzmem (szkoły tylko-umysł), ale mnie to nie przekonuje.

  5. Avatar 123 pisze:

    Jak ślepemu wytłumaczyć czym jest kolor? W prosty sposób: zmienić częstotliwość sprawnego u niego innego zmysłu. Jak wytłumaczyć pełnię ograniczonemu? W prosty sposób: przywalić mu z całej siły, tak by rozleciał się w mak jego zakuty łeb! (bez obrazy, rzecz jasna)

  6. Avatar Mathias pisze:

    Witaj Leszku,

    Mowiles o krytycznym podejsciu do artykulu.
    Ja tez krytycznie do niego podchodze. Bo jezeli Zydzi mowia o Chrystusie to mi to juz smierdzi.
    Przypomnijmy sobie, byli narodem wybranym, przyszedl Chrystus i stali sie narodem jak wiele innych albo i jeszcze gorzej, bo nawet im (Zydom ) mowi ze blad popelnili nie rozpoznajac w nim mesjasza.

    Nie jestem za zadna religia, nie jestem anty semita, ale podchodze do tego krytycznie…. i dlatego to co ten pan mowi nic a nic mnie nie przekonuje.

    Pozdrawiam Cie serdecznie
    Maciej z Indi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pogańska teologia, filozofia, kultura

Strona korzysta z ciasteczek (cookies)! Wiećej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij