Zostanę buddą!

W Chińskiej Republice Ludowej dokonał się niebywały postęp. Dawniej kolejne inkarnacje swoich lamów tybetańscy mnisi musieli pieczołowicie tropić i rozpoznawać, a potem stosownie wychowywać (trudno powiedzieć, co było ważniejsze). Ale kwestia ta została definitywnie rozwiązana przez Zarządzenie nr 5, z roku 2007 Państwowej Administracji Spraw Religijnych. Zgodnie z nim:

 „Wszystkie podania o reinkarnację powinny być przedstawiane do zatwierdzenia przez lokalne departamenty ds. religii, Państwową Administrację Spraw Religijnych i Radę Państwa”

– pisał w 2007 r. „Dziennik Ludowy”. Otóż gdy tylko wysupłam trochę yuanów takie podanie wystosuję.

Wyobrażacie sobie, co to będzie za szpan wykazać się urzędowym zaświadczeniem, iż jest się wcieleniem lamy XgYgZ? Zapewne nie będzie mnie stać, by załatwić sobie jakiegoś znanego lamę za duchowe alter-ego, ale skromny jestem, mi wystarczy najmniejszy dostępny lama. Po chińsku, choćby było napisane w pinyinie i tak nikt prawie nie zrozumie.
Inspirowane przez: interia

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (0)
  • Świetny (1)
  • Niezły (1)
  • Kiepski (3)
  • Beznadziejny (1)

Tags:

11 komentarzy to "Zostanę buddą!"

  1. feanaro feanaro napisał(a):

    Jak zwykle wielce obiektywny artykuł zachodnich mediów z cyklu o ciemiężonym Tybecie.
    Prawda taka, że w przeszłości kolejne inkarnacje tybetańskich lamów były zatwierdzane (a nie raz wręcz namaszczane) przez chińskich cesarzy, a potem władze Republiki Chińskiej (tak, tak, ten dzisiejszy „wolny i demokratyczny” Tajwan). Zresztą złota urna, z której tradycyjnie losuje się inkarnacje lamów, jest darem cesarza Qianlonga…

    I taka ciekawostka – w 1706 roku chan mongolski przy pomocy wojska zdymisjonował VI Dalajlamę i wybrał na jego miejsce swojego dalajlamę.

    • Rutilius Rutilius napisał(a):

      Na ile znam buddyzm tybetański, to to co piszesz nie składa mi się sensownie. Inkarnacja jest wcieleniem – mówiąc w uproszczeniu zachodnimi terminami – duszy zmarłego w kolejne ciało, to można stwierdzić, potwierdzić, ale nie zadekretować. Czym innym jest urząd dalajlamy, który może pełnić ktoś, kto jest inkarnacją poprzedniego a pewnie może i też kto nią nie jest. Nigdy nie słyszałem o procedurze losowania inkarnacji lamów, gdzie o tym czytałeś? Tradycyjnie, z tego co ja czytałem, to lama przed śmiercią daje wskazówki (np. w jakim regionie się odrodzi) i mnisi szukają dzieci, które w tym mniej więcej czasie zostały poczęte, potem kandydatów poddaje się testom, np. czy rozpoznają przedmioty osobiste należące do nich w poprzednim wcieleniu.

  2. feanaro feanaro napisał(a):

    Tak na szybko cytat z X tomu Encyklopedii Historycznej Świata Opresu: „W 1793 roku w celu ukrócenia manipulacji przy wyborze dalajlamy cesarz wydał edykt, na mocy którego rozpoznanie inkarnacji miało być dokonywane przez ciągnięcie losów z nazwiskami kandydatów ze złotej urny wysłanej do Tybetu”. Oczywiście testy na rozpoznanie przedmiotów też są (i to starsza tradycja niż losowanie z urny). Można przeczytać o tej urnie np. w http://books.google.pl/books?id=haMIsdC3iZwC&pg=PA75&dq=dalai+lama+golden+urn&hl=pl&ei=pc6VTs7WCcrCtAaIta3lBQ&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1&ved=0CDgQ6AEwAA#v=onepage&q=dalai%20lama%20golden%20urn&f=false

    Gjalcena Norbu, obecnego XI Panczenlamę z nadania chińskiego, wybrano właśnie poprzez losowanie ze złotej urny spośród trojga kandydatów (http://english.chinatibetnews.com/news/Business/2009-03/30/content_223263.htm, http://zt.tibet.cn/tibetzt/panchen/banchan.html).

    • Rutilius Rutilius napisał(a):

      Nawet jeśli masz rację, to i tak jest to dla mnie zabawne. Po pierwsze dlatego, że to zwyczajne dorabianie ideologii do rzeczywistości czysto politycznej. Niezależnie od tego, jaka była historia wzajemnych relacji chińsko-mongolsko-tybetańskich nie zmienia to faktu, że najazd z lat 50. był zwyczajnym (tzn. krwawym i bez względnym dla ludności) podbojem niepodległego państwa, nie mającym nic wspólnego z Tybetańczykami, buddyzmem, ale z bogactwami naturalnymi. Niestety, Chińczycy jak każde państwo mieniące się „demokracją” „ludową” nie może nazywać rzeczy po imieniu, musi sięgać po ideologię, nawet, jeśli jest to ideologia – w tym wypadku – religijna!
      Śmieszne jest to też dlatego, że dalajlamy w Tybecie nie ma, na sprawy Tybetu ma wpływ chyba porównywalny do naszego rządu londyńskiego za peerelu.

  3. feanaro feanaro napisał(a):

    Z tą niepodległością bym nie przesadzał, było to przywrócenie zwierzchności zrzuconej przez XIII dalajlamę po rewolucji republikańskiej z 1912 roku. Żaden kraj na świecie nie uznawał Tybetu za niepodległe państwo, wręcz przeciwnie – wielokrotnie potwierdzano chińską suwerenność nad tym obszarem (m.in. protokołem z Simla z 1914 roku). W latach 20. i 30. miały miejsce zaciekłe walki chińsko-tybetańskie na obszarze Khamu.
    W 1951 roku Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nie weszła nawet na tereny tzw. wewnętrznego Tybetu, doszło do jednej potyczki (po nieco ponad setce ofiar po obu stronach), a całość nie wyglądała nawet na inwazję – wojska tybetańskie poddawały się bez walki, Chińczycy rozdawali im pieniądze i puszczali ich wolno. Na mocy zawartego w tym samym roku 17-punktowego porozumienia zagwarantowano autonomię wewnętrzną i samorząd z dalajlamą na czele.
    Krwawe było dopiero powstanie z 1959 roku i rewolucja kulturalna. Wbrew stereotypom w 1951 roku nie miała miejsce żadna zmasowana inwazja, raczej pokojowe wkroczenie – nie wyglądało to jak na filmie „7 lat w Tybecie”, gdzie to Chińczycy rozstrzeliwują mnichów i wysadzają klasztory, a czołgi wjeżdżają do Lhasy. Wystarczy poczytać autobiografię XIV Dalajlamy…

  4. Rutilius Rutilius napisał(a):

    Autobiografię dalajlamy czytałem (fakt, z dziesięć lat temu), z tego co pamiętam to „pokojowość” tego wkroczenia nie wynikała ze szlachetnych pobudek, tylko z tego, że armia tybetańska (powinno się raczej pisać „armia”) była zapóźniona o kilkadziesiąt, czy może nawet ponad sto lat pod względem uzbrojenia, nie mówiąc o wyszkoleniu. W czasie lektury zrzuciłem to na pacyfistyczną ideologię buddyzmu, ale kto ich tam wie. Natomiast plemiona górskich pasterzy bynajmniej pokojowo nie przyjmowały Chińczyków. No i rzecz zasadnicza: „pokojowe wkroczenie” mogło by mieć miejsce, gdyby ktoś armię chińską do Tybetu zapraszał 😉 Na tej samej zasadzie armia czerwona wkroczyła na nasze kresy 17 września, bardzo pokojowo. Było to zawłaszczenie cudzego terytorium i zmiana nazwy nie zmieni rzeczy. Chiny miały d tego prawo jako silniejsze i tylko jako silniejsze, odwoływanie się do jakiś precedensów z czasów cesarstwa jest zabawne moim zdaniem. Skończy się to pewnie tak, że będzie dwóch dalajlamów, tak jak jest dwóch karmapów. Tybetańczyków i tak jest już w Tybecie mniej niż Chińczyków, więc polegali jak wiele, wiele cywilizacji przed nimi. Choć nie uważam, by był to powód, by akurat Chińczykom być za to wdzięcznym.

  5. feanaro feanaro napisał(a):

    Prosiłbym o źródło na stwierdzenie „W Tybecie jest mniej Tybetańczyków niż Chińczyków”, bo jest ono zwyczajnie nieprawdziwe (można sobie popatrzeć m.in. na statystyki w Encylopaedia Britannica).

    Co do karmapy – tego samego karmapę (Ogjena Trinlej Dordże) uznają i Chiny, i Dalajlama 🙂 Taje Dordże jest karmapą mającym poparcie głównie Ole Nydahla i innych zachodnich buddystów.

    • Rutilius Rutilius napisał(a):

      No to wpadłem, moim źródłem są relacje podróżników, a zatem ich subiektywne odczucia. Takie dane podaje też rząd tybetański na uchodźstwie

      Co może przemawiać za tym, że także istnienie narodu jest zagrożone? Według informacji podawanych przez rząd tybetański na uchodźstwie, na terytorium Tybetu Środkowego oraz obszarów tybetańskich włączonych do prowincji Yunnan, Sichuan, Gansu i Qinghai, żyje obecnie 7,5 miliona nie-tybetańskich obywateli chińskich. Dane są alarmujące, gdyż istnieje realna perspektywa, iż w niedalekiej przyszłości Tybetańczycy będą stanowić mniejszość we własnym kraju. Ludność tybetańska na całym obszarze mieści się w liczbie 5,4 miliona ludzi. Stolica Tybetu – Lhasa, obecnie zamieszkiwana jest przez ponad 300 tysięcy ludzi ze znaczącą przewagą napływowych Chińczyków. (za SM)

      Możesz powiedzieć, że to szacunki stronnicze, ale nie stronniczych nie mamy. Nie zaprzeczysz też, że stan taki jest celem obecnej polityki, i to zarówno poprzez wspieranie napływu ludności chińskiej, jak i na poziomie kulturowym.
      Druga sprawa, że o samym dalajlamie nie mam najwyższego mniemania. W młodości był tak uległy wobec Chińczyków, gdyż był pod autentycznym wrażeniem ich haseł i w ogóle komunizmu (mówiąc po leninowsku – pożyteczny idiota). I te skłonności mu zostały. Polityk z niego mniej niż średni (zresztą jak może być dobrym politykiem pacyfista?) toteż nie dziwi mnie, że poświęcił lidera konkurencyjnej tradycji. Tu często zakrada się nieporozumienie – dalajlama nie jest „papieżem” buddystów tybetańskich, ale „królem” Tybetańczyków i „papieżem” gelugpów, który w stosunku do innych tradycji (sikiapów, karmapów, i in.) nie ma religijnych kompetencji.
      Powiedz mi Feanaro, tak bronisz tych Chińczyków, a jak Ty by się czuł, gdyby Unia Europejska (która „wkroczyła pokojowo” do nas) wydała dekret, z którego by wynikało, że połowę redakcji panheionu muszą stanowić kobiety (no i to UE wskazałaby które), musi być przynajmniej jeden gej i jeden chrześcijanin? Ja bym chyba przeniósł strony na serwery amerykańskie ;D

  6. feanaro feanaro napisał(a):

    No tak, mówimy tu o Tybetańczykach w Syczuanie, Yunnanie czy Qinghaiu. Problem w tym, że w Yunnanie zawsze byli mniejszością, a na pograniczu Qinghaiu czy Syczuanu przestali być większością już na przełomie XIX i XX wieku. Obwinianie o to rząd ChRL jest śmieszne, bo już w okresie międzywojennym we wschodnim Khamie Tybetańczycy stanowili zaledwie kilkanaście procent ludności.
    Nie bronię tu nikogo, zwalczam tylko funkcjonującą w zachodnich mediach zafałszowaną historię Tybetu 🙂 Choć zapewne żaden z bojowników o Wolny Tybet tego nie wie, ale dalajlamowie dostali władzę nad Tybetem z rąk Chińczyków w połowie XVIII wieku, a międzywojenny Tybet wcale nie był odizolowanym na amen miejscem – ba, nawet jak w przypadku podanego przeze mnie wyżej konfliktu w Khamie z lat 1930-1932 był stroną atakującą!

  7. Rutilius Rutilius napisał(a):

    P.S. Znalazłem coś takiego, jak chińskie radio międzynarodowe – CRI – to świetna zabawa w wehikuł czasu, serio, jakbym się przeniósł w czasy młodości i sięgnął po ówczesną prasę codzienną ;D
    Najlepsze jest chyba to: http://polish.cri.cn/177/2008/04/18/2@74917.htm

  8. Najlepszy napisał(a):

    Ciekawie pisecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pogańska teologia, filozofia, kultura

Strona korzysta z ciasteczek (cookies)! Wiećej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij