Wielość Bogów

Ujęcie natury Bogów zaproponowane ostatnio przez Zaratustrę, czyli w zasadzie sprowadzenie ich do funkcji wydaje się bardzo atrakcyjne. Nie tylko pozwala rozwiązać problem tożsamości Bogów w różnych panteonach, ale pozwala też przekształcić teologię politeistyczną w spójny i racjonalny system, o ileż bardziej przekonujący, niż mity poetów. A jednak przy takiej „racjonalizacji” Bogowie coś tracą. Przestają być osobami, indywidualnościami, a stają się abstrakcjami, idealnymi mocami, czy ideami określonych mocy. To nie są już Bogowie, którzy mogliby uczestniczyć w życiu ludzi, przede wszystkim dlatego, że sami utracili swą żywotność. Dlatego znacznie bliższa mi jest poetycka religia Greków niż racjonalna Rzymian.

Ale czy rzeczywiście jesteśmy zmuszeni pozostawić Bogów nieokiełznanej fantazji? Czy wchodząc do świątyń musimy pozostawić rozum za bramą? Uważam, że nie. Że nie jesteśmy zmuszeni przyjmować wobec Bogów postawy cielęcia oglądającego gwiazdy.

Co różni Bogów od idei, abstrakcyjnych archetypów? Najpierw to, że Bogowie, choć są nieśmiertelni, nie są odwieczni, że był kiedyś czas, gdy Bogów nie było. Idee natomiast są niezmienne i ponad czasem. Skąd wzięli się zatem Bogowie? Mity opowiadają, że np. Zeus był synem Kronosa i Rhei. A skąd się wziął Kronos? Był synem Uranosa i Gai. Oni zaś powstali z Chaosu. W miarę cofania się w czasie, natrafiamy na Bogów coraz bardziej zanurzonych w przyrodzie, aż do prabogów właściwie tożsamych z praelementami przyrody, jak Niebo i Ziemia. Czy coś Wam to przypomina? Czyż nie tak współczesna nauka opisuje powstanie na naszej planecie życia i ostatecznie człowieka?

Ujęcie, które proponuję, to spojrzenie na Bogów, jako na najwyższą, duchową formę życia.

Istnieje jeszcze jedno ważne podobieństwo Bogów do pozostałych istot żywych. Mity opisują, że Bogowie powstają przez zrodzenie. Sądzę, że warto poświecić temu aspektowi nieco uwagi. Nie ukrywam, że bardzo inspirujące okazały się dla mnie pod tym względem teologiczne teksty Oribasiosa.

Bogowie powstają w rezultacie czegoś, co mity, na ludzki sposób opisują jako gody Bogów. Sądzę, że tak jak ludzie przekazują swemu potomstwu część własnego materiału genetycznego, podobnie Bogowie przekazują swemu część właściwości każdego z nich. Dzięki temu pewne właściwości mogą się wyrazić w bardziej czysty sposób i z większą mocą. Zastanawiam się, czy Bogowie czynią to świadomie, czy panują nad tym, co przekazują potomstwu. W przyrodzie jak wiadomo rządzi przypadek, nie ma żadnego określonego planu, na co wskazuje olbrzymia rozmaitość gatunków roślin i zwierząt. Ktoś kto choć powierzchownie się z nią zaznajomił, musi stwierdzić, że dalekie od prawdy jest stwierdzenie, że wszystko to powstało specjalnie dla człowieka, że to on jest najwyższym celem i sensem ewolucji. Trzeba by raczej powiedzieć, że światem rządzą siły, które czerpią niczym nieokiełznaną radość z tworzenia, eksperymentowania. Sądzę, że tą samą radość da się dojrzeć u Bogów, którzy łączą się z Boginiami, z tytankami a także z ziemiankami, nawet, jeśli potomstwo to kształtem wcale nie przypomina istot ludzkich (jak Triton) a umysłem rozumnych. Wydaje się, że Bogowie po prostu kochają życie, w najbardziej różnorodnych formach!

Bogowie nie są oczywiście gatunkiem biologicznym, ograniczenia istot materialnych ich nie dotyczą. Dlatego Bogowie mogą rodzić się nie tylko na wskutek godów między Bogami. Mit o Hefajstosie jako samorodnym synu Hery wskazuje, że Bogowie przy wydawaniu potomstwa mogli obejść się bez partnera (nawet, jeśli w przypadku Hefajstosa było inaczej).

Teoretycznie skoro Bogini samodzielnie może przekazać część swych cech potomkowi, to może mogłaby przekazać wszystkie swe cechy i zrodzić w ten sposób swoją bliźniaczą siostrę.

Czy na gruncie tej koncepcji da się znaleźć rozwiązanie problemu tożsamości Bogów różnych panteonów?

Moim zdaniem odpowiedzią jest pokrewieństwo. Jeśli Odyn i Zeus wykazują podobne cechy, wskazuje to na to, iż najprawdopodobniej są braćmi, może nawet bliźniaczymi, którzy kiedyś się rozstali, i każdy poszedł swoją drogą. To prawda, ani mity greckie, ani zapewne nordyckie niczego o tym nie mówią. Pomijam to, że zapewne nie wszystkie mity do nas dotarły, że część z nich była przekazywana wyłącznie w ramach misteriów. Sadzę, że mitów o których mowa po prostu nigdy nie było. Ale skoro zgadzamy się, że mity nie są księgą objawioną, ale szkołą myślenia o Bogach, to nie powinniśmy powielać błędów chrześcijan, którzy negowali fakty, gdyż biblia o nich nie wspomina. Skoro zgadzamy się, że pogaństwo ma być religia żywą i rozwijającą się, to cóż stoi na przeszkodzie, by taki mit opowiedzieć?

Co sądzisz o tym wpisie?
  • Genialny (2)
  • Świetny (0)
  • Niezły (0)
  • Kiepski (0)
  • Beznadziejny (0)

Tags: ,

3 komentarze to "Wielość Bogów"

  1. Kamil napisał(a):

    może nowych mitów bym nie tworzył, ale wg mnie to jest istota pogaństwa, że poprzez szeroką gamę dzieł(a nie tylko Biblię)możemy dojść do „prawdy”

  2. AUGUSTUS7 napisał(a):

    Mam pytanie, czy to forum przeznaczone jest jedynie dla Pogan? Pytam ponieważ ja nie jestem wyznawcą żadnej religii. Ani Chrześcijaństwa (Katolicyzmu), ani Islamu, ani Judaizmu, Buddyzmu, Hinduizmu, Sikhizmu, nie jestem Świadkiem Jehowy. Nie jestem członkiem żadnej sekty ani związku wyznaniowego, nie jestem wreszcie również ateistą. Ateizm bowiem uważam również za religię (choć trochę odwróconą, posiadającą jednak także swoich fanatyków). Nie jestem również Poganinem.
    Zadałem to pytanie ponieważ nie jestem osobą wierzącą jak również niewierzącą. Co może być przez wiele osób niezrozumiałe, jednak nie potrzebuję już wiary, wydaje mi się że osiągnąłem już ten poziom rozwoju duchowego, który nie wymaga wiary a skupia się na wiedzy. „Wiara jest dla ludzi bez rozumu” – stwierdził kiedyś metaforycznie Marszałek Józef Piłsudski i ja podzielam ten pogląd. Jednak wiara jest człowiekowi potrzebna w początkowym etapie rozwoju duchowego, gdy człowiek ma wiele pytań i pragnie szybkich, łatwych i w miarę możliwych do wykonania wskazówek. Takich gotowych wskazówek udziela Kościół Katolicki i w mniejszym lub większym stopniu inne religie.
    Jednak chciałbym się tutaj skupić na kwestii „wielości Bogów”. Rozumiem Twoje odejście od chrześcijaństwa i poszukiwanie Boga/Bogów?, każdy człowiek ma bowiem zakorzenioną głęboko w duszy potrzebę powrotu do Stwórcy. Problem w tym kim jest ów Stwórca? Czy jest to żydowski Bóg Jahwe, wymagający ciągłej wiary w niego i poddający ludzi wielu próbom (próba wierności Abrahama), okrutny i każący (nakaz wymordowania wszystkich wrogów Izraela). Czy jest to chrześcijański Bóg Ojciec Pan Nasz skazujący swoje „owieczki” na wieczne potępienie lub zbawienie, w zależności od wiary w Niego (lub jak w przypadku Protestantów – Stwórca ludzi jeszcze przed ich narodzeniem przeznaczonych do zbawienia lub potępienia). Może Bóg Świadków Jehowy uśmiercający zarówno ciało jak i duszę i z końcem świata wskrzeszający jedynie 144 000 sprawiedliwych. Czy może różni Bogowie wszelakich panteonów egipskiego, greckiego, rzymskiego, słowiańskiego, germańskiego czy hinduistycznego? Każdy z owych Bogów ma własną receptę na zbawienie, niektórzy opisaną w formie świętej księgi inni jedynie w formie mitycznych przypowieści niczego nie nakazujących, jednak również wprowadzających w błąd.
    Ludzie we wszystkich religiach świata wciąż poszukują Boga lub Bogów aby pomogli nam w zbawieniu, zapominając że nikt nam nie „załatwi zbawienia”, ani nie „zmaże” naszych grzechów spowiedź i pokuta. To wszystko są jedynie bajki. Nic nie dzieje się na tym świecie bez przyczyny, wszystko ma opracowaną wręcz do perfekcji doskonałość, każda przyczyna powoduje automatycznie skutek. Za każdy grzech będziemy musieli odpokutować, jednak nie w piekle – dokąd nas wysyła „miłosierny” chrześcijański Bóg. Wszystko co się zrodziło na Ziemi musi kiedyś umrzeć, jest to fakt z którym nikt nie polemizuje, wcześniej czy później śmierć nas zabierze. Pytanie tylko czy rzeczywiście nas? Co się z nami dzieje po śmierci? To Boża tajemnica brzmi odpowiedź wielu duchownych. Bzdura, Bóg nie ma przed nami żadnych tajemnic, to jedynie my ludzie do końca nie pojmujemy Jego planu. Aby spróbować pojąć ów plan, należy dokończyć zdanie – wszystko co się urodzi musi wcześniej czy później umrzeć – jak również wszystko co umarło musi wcześniej czy później się narodzić. Musimy pojąć że życie jest jedno, ale nie żyje się raz. Musimy przestać wyobrażać sobie Boga jako dobrotliwego, choć srogiego, wymagającego i karzącego staruszka z siwą brodą, a zaakceptować fakt że Bóg jest wielkim, nieograniczonym, wszechogarniającym oceanem energii miłości, a my jesteśmy kroplami tego oceanu (nasza dusza). Jesteśmy o wiele starsi nie tylko od samej Ziemi, lecz także od całego Wszechświata, nie zostaliśmy nigdy stworzeni i nie mieliśmy nigdy początku oraz nie będziemy mieli końca. Musimy zaakceptować fakt że żyliśmy wcześniej tu na Ziemi (i nie tylko tu) miliony razy i wciąż będziemy żyć po naszej śmierci. Śmierć jest bowiem jedynie zamianą „starego modelu pojazdu” (starość, śmierć) na nowy (poczęcie, narodziny). Że Chrystus nie przyszedł do nas tylko jeden raz, lecz że przychodzi do nas w każdym pokoleniu wciąż w innym wcieleniu (przed historycznym Jezusem również byli Chrystusowie), aby wyciągnąć nas z ciągłego koła narodzin i śmierci i odprowadzić do owego Oceanu Miłości czyli Boga (i nie mam tu na myśli żadnego samobójstwa, które jest kolejnym negatywnym obciążeniem naszego następnego wcielenia, a jedynie odpowiedni rozwój duchowy). W każdym pokoleniu jedynie grupka kilku – kilkunastu osób wychodzi z kręgu inkarnacji. Nasz „worek karmiczny” jest tak obciążony złymi doświadczeniami z przeszłych inkarnacji, że aby wrócić do Stwórcy Wszechrzeczy należy nie tyle zapełnić go dobrymi uczynkami – czynieniem dobra (choć nie należy tego unikać, od owych uczynków zależy nasze przyszłe wcielenie, „zbierzecie tylko to co zostało przez was zasiane” – jak nauczał Jezus Chrystus, jeśli siejemy w tym życiu dobro możemy być pewni że również dobro zbierzemy w kolejnym wcieleniu w postaci dostatniego, bogatego, szczęśliwego życia, jeśli siejemy zło i nienawiść zbierzemy plon chorób, upokorzeń, biedy i gwałtownej śmierci), lecz zupełnym oczyszczeniem naszego „worka karmicznego” poprzez zrównoważenie naszej negatywnej i pozytywnej energii, czyli wybaczenie (tym wszystkim których wcześniej skrzywdziliśmy)i prośba o wybaczenie, oraz odnalezienie Bożej Miłości (Bóg i aniołowie nie kocha nas za naszą wiarę czy nasze czyny, lecz tak jak matka kocha nowo narodzone dziecko i jak to dziecko kocha matkę – miłością ślepą i bezinteresowną za to że po prostu jesteśmy, że istniejemy). Droga powrotu choć wydaje się niemożliwa do przejścia takową nie jest, Chrystusowie każdego pokolenia wskazują nam furtkę, wszystko zależy jednak od nas samych (gdy uczeń jest gotowy pojawia się Mistrz). Dlatego też rozważania czy Zeus był „spokrewniony” z Odynem czy z Jowiszem, nie mają żadnego głębszego znaczenia.
    Z góry przepraszam jeśli w jakiś sposób podważyłem wasze przekonania. Wybaczcie.

    • Rutilius Rutilius napisał(a):

      Odpowiem tylko na ostatnie zdanie: nie, taki przegadany, nawiedzony i nadęty bełkot nie jest wstanie niczego podważyć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pogańska teologia, filozofia, kultura

Strona korzysta z ciasteczek (cookies)! Wiećej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij